Urlop był ale się się zbył…
Ten post został już przeczytany 63 razy
![]()
Urlop, urlop i po urlopie, czas szybko leci. Wiadomo plany były wielkie lecz pogoda i inne nieplanowe sytuacje trochę je zmieniły.
Miał być dłuższy wypad w Bieszczady, okazało się iż z racji krótkiego dnia i braku noclegów na 5 dni ( nawet jak coś znalazłem to jednej osoby to ceny przekraczały poziom absurdu), wypad w te “magiczne” góry przełożyłem na Czerwiec 2022. Jest wtedy szansa że przy długim dniu zrealizuję swoje zamierzenia.
No ale to o planach, a co udało się zrealizować.
Trochę sobie pobiegałem, bo w czasie tych prawie trzech tygodni udało mi się wybiegać ponad
– 36 kilometrów we Wrześniu ( i pobić rekord na 10 km :):)
Oraz w Październiku wybiegać 16 km. Z tym że od 1 Października biegam systemem tzw. średniej 7.0 czyli jeśli w czasie danego biegu średnia całościowa będzie większa niż 7 km/h to zwiększam długość treningu o 1 minutę.
A co poza tym :
– We wrześniu wypad kolejowo – spacerowy do Olsztyna
– A w październiku, już trochę bardziej utrudnione wyzwanie bo spacer z Kłodzka, przez Szczeliniec do Kudowy Zdroju
I w tym ostatnim przypadku wszystko zapowiadało się ok, do momentu gdy już znalazłem się na miejscu.
Po opuszczeniu Kłodzka, idą pełną nocną porą pogoda była wyśmienita, gwiazdy, ani jednej chmurki, cieplutko.
Po dotarciu do Szczytnej, okazało się iż w tej części Polski noc trwa do godziny 7:00, więc aby w las nie uderzać o całkowitych ciemnościach musiałem wydłużyć wycieczkę o zwiedzanie właśnie tej miejscowości, po czym okazało się iż nagle nad moją głową pojawiły się chmury, z których zaczął padać, niby nie obfity lecz gęsty deszcz. I niestety tak już było przez całą drogę.
Wędrując od Szczelińca do Błędnych Skał, nawigacja wytyczyła mi szlak, który być może kiedyś istniał, ale już został zlikwidowany, więc przez około 10 kilometrów przedzierałem się jak Rambo przez puszczę 🙂
I to nie koniec atrakcji. Po dotarciu do miejsca docelowego czyli Kudowy Zdroju, okazało się iż w dniu dzisiejszym do Kłodzka nie jeżdżą pociągi a KKZ, co spowodowało iż spóźniłem się na pociąg z Kłodzka do Wrocławia, przez co nie zdążyłem na pociąg do Krakowa, a potem na przesiadkę do Radziszowa ( oficjalnie ), ponieważ po dotarciu do Wrocławia ( Planowo miałem być na 17:53 byłem na 18.50 ), pociąg Malczewski do Krakowa stał dalej na peronie, czego powodem była zepsuta lokomotywa, i odjechał on opóźniony o prawie dwie godziny, co spowodowało iż ja jadący za nim pociągiem z 18:59 przybyłem 15 minut po pociągu którym miałem wrócić na 22:11 do Krakowa :).
Tak że podsumowując wypad na Szczeliniec – należy go powtórzyć, i być może połączyć z wypadem na Włodarz – tam też kiedyś mi tak dolało że musiałem się potem tydzień wykręcać 🙂
Aczkolwiek nie żałuję, przyroda ma swoje prawa i nie można na nią narzekać. Tak że żegnaj urlopie wracaj PKP 🙂

Najnowsze komentarze