W zdrowym ciele….
Ten post został już przeczytany 257 razy
![]()
Pobiegane 🙂
Nie ukrywam że niezbyt mi się dziś chciało ruszyć mój szanowny tyłek, ale po tym jak słońce obdarzyło mnie swym ciepłem stwierdziłem że nie ma co narzekać, tylko brać się za siebie i do boju.
Tym razem postawiłem na bicie rekordów i bieganie bardziej po duktach leśnych, niż w terenie. Spowodowane to było także tym iż wilgotność w lesie oraz ilość kałuż po prostu mnie przeraziła, a ponadto ostatnie wyniki nie napawały optymizmem.
Udało się ! Nie dość że pobiłem swój ostatni rekord, to jeszcze moje bieganie poprawiło się stylowo. Wróciłem do swoich 10 kilometrów w 1.20.00 🙂
A trzeba zadbać o siebie, bo CORONA lubi takich co mają za dużo tu i tam. Zresztą to także najlepszy test na to całe za – wiruszenie. Widomo że jeśli jesteś w stanie oddychać pełną piersią to nie jest źle, a nawet bardzo dobrze. No i ta wolność. Bo przecież po lesie można biegać bez maseczki 🙂
Tak że dziś 11:30 km / Razem 22.60. Przy założeniu 7 km x 5 dni = 35 kilometrów zostało mi jeszcze 12.40 🙂

Najnowsze komentarze