Zakopane 2020, część 1 – Atak na Kasprowy Wierch

Ten post został już przeczytany 519 razy

Loading

Witam Serdecznie. Ten wpis to pierwsze znak tego, że ta strona zaczyna żyć. Długo mobilizowałem się do tego, żeby coś wreszcie zacząć tworzyć, i udało się. A zaczynamy od ostatniego mojego wypadu, a pierwszego i być może nie ostatniego w pojedynkę.

No to zaczynamy:

3 grudnia 2020 r. godzina 7:10
Wraz z Katarzyną wyruszyliśmy okolic Polany Szymoszkowej. Pogoda na początku była sprzyjająca, chociaż czuć było silniejsze porywy wiatru. Aczkolwiek w dolnych partiach Zakopanego, nie były one aż tak bardzo uciążliwe. Także warunki atmosferyczne nie porażały. Raz słońce, raz chmury, wiadomo jak to w Zakopanem. Po dotarciu do dolnej stacji Kolejki Linowej w Kuźnicach wiatr zrobił się trochę bardziej uciążliwy, ale nie na tyle byśmy musieli odstąpić od naszego planu. Dalej ruszyliśmy szlakiem zielonym, uważanym za jeden z łatwiejszych co widać na załączonej mapce.

Wszystko praktycznie układało się dobrze aż do momentu, kiedy po pominięciu Myślenickich Turni, wyszliśmy ponad piętro zadrzewienia. I tutaj pojawiły się pierwsze problemy. Wiatr wiał coraz silniej mocno spowalniając nasz marsz. Na szczęście, pomimo iż w „zapasie”, mieliśmy raczki, nie było aż tak ślisko byśmy musieli ich używać. Czym wyżej tym było gorzej. Tak gdzieś koło 300 metrów od szczytu wiatr wiał już tak mocno, że przy większych jego porywach trzeba było chwytać się skały. A co najgorsze, strumień powietrza porywał małe, zmarznięte drobinki śniegu, które atakowały nas ze wszystkich stron, a uderzając w twarz, jeszcze bardziej utrudniały orientację w terenie. Nie ukrywam, że gdyby nie ten wściekły atak Halnego, na szczycie Kasprowego Wierchu stawilibyśmy się przed 11:00. A tak to ostatnie metry pokonywaliśmy prawie godzinę.

3 grudnia 2020 r. godzina 12:50 – Kasprowy Wierch pokonany.

Nasze wyjście okazało się jednak sukcesem i koło godziny 13:00 stanęliśmy na szczycie. Można by rzec, że to był nasz pierwszy atak szczytowy w okresie zimowym, na tak uparcie broniącą się górę.
Z powrotem z, racji późnej pory, ekstremalnych warunków atmosferycznych i zbytniego zagrożenia naszego bezpieczeństwa, wróciliśmy Koleją Linową.

Podsumowanie.

Jak widać na załączonym opisie, pogoda w Tatrach jak Kobieta, zmienną jest. Wydaje się, że jest ok. a tak naprawdę za każdą skałą czai się niespodzianka. Poza tym w okresie zimowym pasowałoby zabrać sobie coś co bardzo dokładnie zasłoni twarz. Może to być komin albo i kominiarka. I podstawa. Wyjście w góry jak najwcześniej. Tu trafiliśmy idealnie i gdyby nie pogoda, spokojnie wrócilibyśmy na miejsce.

I jeszcze jedno. Katarzynie należą się oklaski na stojąco. Nie dość, iż był to jej pierwszy wypad w góry, to jeszcze dostała od pogody taki wycisk, że niejedna osoba, niejeden facet poddał by się w połowie drogi. A Ona dzielnie dotrwała do samego końca.

Poniżej znajduje się galeria, kto chętny zapraszam do oglądania. 

 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *