Wielka Sowa – zdobyta :)
Ten post został już przeczytany 295 razy
![]()
Udało się. Zresztą jak nieskromnie mogę stwierdzić “jak zawsze”, zrealizować cel który sobie założyłem. A więc zimowe przetarcie szlaku między Bartnicami a Bielawą, a przy okazji dokonać pierwszego zimowego “piątkowego” ataku szczytowego na Wielką Sowę 🙂
Początek wycieczki to stacja kolejowa “Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona”, 25.01.2021 rok o godzinie 22:40, następnie przesiadka do pociągu w stronę Wrocławia, a we Wrocławiu gorączkowe poszukiwania peronu nr.6, a następnie dojścia do niego. Specyfika tego peronu jest taka że widać go, ale dla osoby z zewnątrz dotarcie w miejsce odjazdu pociągu stanowi nie lada zagwozdkę, ponieważ znajduję się ono już poza dworcem. Tym bardziej gdy czas na przesiadkę to ledwie 10 minut. Aczkolwiek akcja zakończyła się sukcesem i na miejsce początkowe tj. Bartnica dotarłem od godzinie 6:47. I tutaj lekkie zdziwienie, ponieważ stacja spowita była w ciemnościach. Delikatnie wybiło mnie to z rytmu, dlatego że na mapie turystycznej początkowa trasa, wyznaczona została lasem, lub na jego skraju, co w krainie dzikich zwierząt może stanowić lekkie zagrożenie. Na szczęście opadły mgły i już po 15 minutach zrobiło się w miarę jasno, a szlak stał się widoczny. Niestety z powodu wałęsających się niezbyt przyjacielsko nastawionych bezpańskich psów, musiałem lekko zmienić trasę ( zrobić małe okrążenie miejsca w którym one się znajdowały ).
Po wstępnych przygodach, dalszy ciąg wycieczki toczył się już w założonych ramach. Podejście na Wielką Sowę, od strony Bartnic, jest niezbyt wymagające. Nawet przy zalegającym śniegu, nie było potrzeby użycia raczków, które miałem w zapasie.
Po dotarciu na szczyt, okazało się iż w tym dniu, wieża widokowa była zamknięta, więc pozostało porobić zdjęcia i udać się w drogę powrotną. I tutaj mała podpowiedź dla osób które planują zejście z Wielkiej Sowy do Bielawy. Jeśli zamierzacie iść niebieskim szlakiem to należy wrócić się do bramy którą weszliśmy od strony czerwonego szlaku, i zaraz przy niej skręcić ostro w prawo, zaraz przy drewnianym ogrodzeniu. Nie należy zrażać się że prowadzi on prosto w krzaki, bo ten ( niebieski ) szlak, prowadzi właśnie takimi lekko ekstremalnymi ścieżkami.
Wracając szlakiem niebieskim a następnie żółtym, należy ( w warunkach zimowych ), przygotować się na ostre zejścia, niejednokrotnie bardzo śliskie, oraz kałuże ukryte pod śniegiem, które stanowią niebezpieczeństwo przemoczenia, a w najgorszym wypadku, gdy źle postawimy nogę, urazu kostki. W moim przypadku skończyło się “zanurkowaniem” mojego buta w gęstej mazi, zwanej dalej błotem.
Po stromym zejściu i dotarciu do granic Bielawy, dalsza wycieczka to podziwianie jeziora Bielawskiego, ponieważ szlak prowadzi jego brzegami, i przy dobrej pogodzie gór otaczających to piękne miejsce.
Wycieczkę kończymy na stacji Bielawa Zachodnia.
Polecam. Warto. Trasa lekka i przyjemna, wydaje mi się że w warunkach letnich będzie jeszcze łatwiej i piękniej 🙂 Dlatego jeszcze w tym roku zamierzam tam powrócić. Tym bardziej że czeka mnie powtórka wycieczki po kompleksie Riese.
A poniżej kilka fotek. 🙂
Optymista w Glanach 🙂

Najnowsze komentarze